Uchodźcy

WIADOMOŚCI

SPORT

Piątek, 1 lipca
im. Haliny, Marcina, Mariana

Region: Wyprawa na Wielką Sowę

Niedziela, 20 lutego 2022, 11:12
Aktualizacja: 11:14
Autor: Krzysztof Tęcza
Fot. Archiwum K. Tęczy
Czy turystyka zimowa jest bezpieczna? Odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna. Zależy to od warunków atmosferycznych w tym dniu, ale także od uczestników takich wycieczek, od ich kondycji, ubioru, wiedzy oraz ich nastawienia. Wszystko jest ważne. Bo nawet najcięższe warunki pogodowe są do ogarnięcia, trzeba tylko wiedzieć, jak się przygotować i jak się zachowywać podczas pobytu w górach – mówi Krzysztof Tęcza. – Dla przykładu zaproponuję kilkunastokilometrową wycieczkę, podczas której wejdziemy na najwyższy szczyt Gór Sowich – Wielką Sowę (1015 metrów n. p. m.).

Naszą wyprawę rozpoczniemy w miejscowości Rościszów nieopodal Pieszyc. W zasadzie to nie ma problemu z pozostawieniem na czas trwania wycieczki samochodu w bezpiecznym miejscu. Można oczywiście pozostawić samochód w Pieszycach i przyjechać tutaj komunikacją miejską.

W Rościszowie zachowało się kilka ciekawych obiektów. Są to kościół z końca XIV wieku, XVIII-wieczny pałac oraz budynek sanatorium z końca XX wieku. Dla nas jednak najważniejszym będzie zabranie do plecaka potrzebnego ekwipunku. Ponieważ mamy zimę dobrze jest wziąć zapasowe odzienie, ciepłe picie, a tak na wszelki wypadek raczki, kije i oczywiście mapę – tradycyjną lub zainstalowaną w telefonie. Właściwie to w dzisiejszych czasach niemal wszyscy używają map elektronicznych. Ważnym jest tylko by mieć naładowaną baterię lub drugą, zapasową.

Oczywiście, by sprawdzić czy proponowana przeze mnie trasa jest bezpieczna dokonałem jej zimowego obejścia. W dniu kiedy wybrałem się w drogę zapowiadano lekkie opady śniegu z deszczem. Dlatego odpowiednio dobrałem zapasową odzież i ruszyłem w teren. Samochód pozostawiłem na niewielkim parkingu usytuowanym w okolicach dawnej pastorówki w Rościszowie.

Po przekroczeniu mostku na Kłomnicy udałem się drogą asfaltowa wznoszącą się pod górę w stronę kościoła św. Bartłomieja. Na razie podążałem szlakiem koloru zielonego. Po kilkunastu minutach, na wysokości widocznej na wzgórzu po prawej stronie stajni Podolin, szlak zszedł z asfaltu i dalsza droga podążała wzdłuż płotu pastwiska, na którym kilka pięknych koników skubało siano. Teraz zmieniło się wszystko. Droga zasypana śniegiem z głębokimi wyślizganymi koleinami pozostawionymi przez pojazdy leśne spowodowała duże spowolnienie marszu. Trzeba było uważać by nie poślizgnąć się i nie zaliczyć gleby. A przecież wciąż pnę się pod górę. Po chwili zaczyna wiać. Początkowo lekko, z upływem czasu coraz mocniej. Nieco lepiej jest gdy droga wchodzi w las. Jednak gdy wychodzę na pole wiatr jest już tak silny, że niemal mnie przewraca. Trzeba wytężyć wszystkie siły by przebrnąć ten niewielki kawałek terenu, który dzieli mnie od kolejnego lasku. Gdy w końcu udaje mi się tam dotrzeć mogę nieco odpocząć. Nie za długo jednak by zbytnio się nie wyziębić.

Przed wyjściem na wspomniane pole w rejonie Rozdroża pod Kokotem pojawia się szlak turystyczny koloru czerwonego. Mamy zatem szlak z podwójnym oznakowaniem. Mijając z lewej Górę Marii o wysokości 695 metrów n. p. m. docieram do Rozdroża nad Modlęcinem. Tutaj szlak zielony odchodzi w stronę Walimia, ja zaś podążam dalej szlakiem koloru czerwonego oraz czarnego do Polany Potoczkowej. Można tutaj skorzystać z pozostałości dawnej zabudowy by odpocząć, zjeść posiłek i w końcu zmienić przepocone ubranie.

Teraz podążając szlakiem czarnym wchodzę na teren Parku Krajobrazowego Gór Sowich i idąc drogą prowadzącą pomiędzy sporymi świerkami pnę się pod górę. Muszę na krótkim odcinku pokonać spore przewyższenie. W końcu docieram do Skrzyżowania pod Wielką Sową gdzie pojawia się szlak koloru niebieskiego. Dalej idę, a właściwie brnę po kostki w śniegu, za znakami czarnymi i niebieskimi w stronę najwyższego szczytu tych gór - Wielkiej Sowy. Niestety nie jest to takie proste. Okazało się, że wiatr który przybrał na sile nie ułatwia mi stromego podejścia. Jest na tyle ślisko, że należy użyć raczków. Dopiero wtedy można pewnie stawiać stopy i mieć poczucie względnego bezpieczeństwa. Dodatkowym utrudnieniem są gałęzie, które pod ciężarem śniegu zwisają do samej ziemi. Muszę schylać się tak mocno by nie zaczepić o nie bo wtedy cały śnieg wpada mi za kołnierz. A takie lawirowanie z plecakiem wcale nie jest łatwe.

W końcu docieram na szczyt. Wielka Sowa wznosi się na 1015 metrów nad poziomem morza. Może nie jest to wysokość powalająca ale w takich warunkach dotarcie na szczyt można określić jako sukces. Niestety wiatr wcale nie jest mniejszy, do tego cały szczyt spowija gęsta mgła. Praktycznie nie widać znajdującej się tutaj wieży widokowej. Ale, o dziwo, czynny jest sklepik z pamiątkami, niewielki bufecik, no i widać palące się ogniska. Niektórzy pieką sobie kiełbaski. Udogodnieniem są tutaj przygotowane wiaty, w których znajdują się paleniska. Można zatem grzać się przy ogniu siedząc pod daszkiem. W sumie zdziwienie wywołuje fakt, iż w taką pogodę zastałem tutaj tak dużo ludzi. Po ubiorach wnioskuję, że nie wszyscy są prawdziwymi turystami. Widać, że część osób znalazło się tu niejako „przypadkiem” Na szczęście radzą sobie dobrze.

Ze względu na trudne warunki atmosferyczne jakie panują na szczycie, a i mając na uwadze to czego doświadczyłem wchodząc tutaj zdecydowałem, że skrócę dalszą trasę i zamiast pójść szlakiem okrężnym zawrócę i zejdę czarnym szlakiem, którym tutaj dotarłem tak by znaleźć się na Skrzyżowaniu pod Wielką Sową. Szybko okazało się, że była to słuszna decyzja. Pogoda bowiem psuła się z godziny na godzinę. Uznałem, że trzeba wracać do samochodu najkrótszą możliwą drogą. Dlatego dalej podążyłem szlakiem koloru niebieskiego w stronę wzniesienia Młyńsko (777 metrów n. p. m.) by dotrzeć do Rozdroża pod Młyńskiem gdzie pojawiły się jeszcze dwa szlaki, zielony i żółty. Teraz pozostało tylko dreptać w dół do Starej Jodły i Rozdroża nad Lasocinem, następnie wzdłuż Sowiego Potoku do Lasocina. By niepotrzebnie nie iść asfaltem, w Lasocinie skręciłem na ścieżkę prowadzącą obok nieczynnego cmentarzyka i zaraz znalazłem się w Rościszowie gdzie pozostawiłem samochód. Jak było do przewidzenia pogoda całkowicie się zepsuła. Miałem szczęście, że udało mi się przed jej całkowitym załamaniem dotrzeć do parkingu. Teraz nie pozostało nic innego jak napić się ciepłej herbaty, zmienić przemoczone ubranie i ruszyć w stronę domu.

Dodam tylko, że opisana trasa w normalnych warunkach pogodowych nie stanowi wielkiego wyzwania, jednak gdy napotkamy na warunki takie jak dzisiaj pokonanie jej wymaga nie tylko dobrej kondycji ale także podstawowych umiejętności poruszania się w terenie górskim. Gdy wcześniej nie spotykało się takich trudności, zwłaszcza jeśli chodzi o pogodę, lepiej zweryfikować swoje plany i albo zmienić cel wycieczki albo przełożyć ją na inny termin.

Ogłoszenia

Czytaj również

Zaostrza się spór o ceny ścieków

Sesja Rady Miejskiej z imieninami

Wypadek autokaru z pasażerami na Przełęczy Kowarskiej

Czytaj również

Festyn parafialny u Pijarów

Ścieki w Kamiennej

Zarząd Powiatu z wotum zaufania i absolutorium

Skromne finansowanie – skromny Festiwal Teatrów Ulicznych

Otworzą ruch na alei Wojska Polskiego

Leszek Kosiorowski w zarządzie Worldlopped

Uciekinier w… szałasie