Raport
Koronawirus

WIADOMOŚCI

SPORT

Wtorek, 21 września
im. Jonasza, Mateusza

Region: Karkonoski Nostradamus

Poniedziałek, 26 lipca 2021, 10:02
Autor: Stanisław Firszt
Góra Witosza/fot. dolny–slask.org
Fot. Archiwum S. Firszta/fot. Internet
Wszyscy słyszeli o Nostradamusie, który w swoich tetrastychach przepowiadał przyszłość całemu światu. Człowiek ten żył we Francji w latach 1503-1566. W Karkonoszach też mieliśmy swojego Nostradamusa, który wieszczył nie tylko tutejszym mieszkańcom, ale także wszystkim Ślązakom, a nawet krajom ościennym.

Był nim Hans Rischer (George Rischer), zwany Hannsem Rischmannem. Urodził się w 1590 roku i był mieszkańcem Głębocka, wsi nieopodal Miłkowa. Lata jego dorosłego życia przypadały na chyba najgorszy okres w dziejach Śląska, tj. czas wojny trzydziestoletniej, która zaczęła się w 1618, a zakończyła w 1648 roku. Był to czas niepokojów, nieszczęść, głodu, mordów, grabieży i epidemii śmiertelnych chorób. Takie było tło wystąpień tego człowieka.

Jak wspominają kroniki, Rischmann swoją „proroczą działalność” rozpoczął około 1617 roku. W tym czasie większość mieszkańców Jeleniej Góry i okolicznych miejscowości była wyznania ewangelickiego. Protestantyzm rozwijał się tutaj bardzo mocno od połowy XVI wieku. Do końca stulecia ewangelicy przejęli od katolików, ze wsparciem miejscowych książąt, większość kościołów i szkół. Prowadzona była wówczas szeroko zakrojona akcja przeciwko katolikom, którzy dopiero w 1570 roku zorientowali się, że Kościół Katolicki jest na Śląsku w niebezpieczeństwie. W 1618 roku stany czeskie jawnie wystąpiły przeciwko katolickim Habsburgom, a poparły je stany śląskie. W 1619 roku nie uznały praw Ferdynanda do korony czeskiej (był przedstawicielem linii Habsburgów i wychowankiem jezuitów). Powstańcy czescy, przy wsparciu oddziałów węgierskich księcia Bethlena Gabora, oblegali Wiedeń.

Król Polski - Zygmunt III Waza, mąż kolejnych Habsburżanek, przyszedł z pomocą Habsburgom wysyłając im na pomoc zaciężne oddziały lisowczyków, którzy zaatakowali Siedmiogród, odciągając Węgrów od Wiednia. Lisowczycy, w 1620 roku skierowali się później na Królestwo Czeskie, w tym na Śląsk. Wojska carskie w listopadzie tegoż roku pokonały powstańców pod Białą Górą. Pobyt Lisowczyków na Śląsku, w tym pod Jelenią Górą, upamiętnił się grabieżami i mordami, szczególnie ludności protestanckiej.

W 1621 roku doszło do ugody stanów śląskich z cesarzem Ferdynandem II, a rok później, biskupem wrocławskim został Karol Habsburg. W latach 1622-1624 poprawiła się sytuacja protestantów na Śląsku. Ewangelicy zmuszani byli do zwracania katolikom kościołów, które wcześniej zajęli. W latach 1626-1627 na Śląsk wkroczyły wojska protestanckie z Saksonii, Ernesta Mansfelda i księcia Jana Ernesta sasko-waimarskiego; a od południa wojska cesarskie, pod dowództwem Albrechta Wallensteina. Żołnierze obu armii dopuszczali się rabunków, grabieży, gwałtów i mordów. Tam gdzie wkraczały oddziały cesarskie, siłą prowadzono akcję kontrreformacyjną. Działo się to szczególnie w latach 1627-1630.

W 1630 roku Szwecja pod panowaniem Gustawa Adolfa przystąpiła do wojny wspierając protestantów na Śląsku. W tamtych latach prowadziła ona wojnę z Rzeczpospolitą (m.in. doszło do bitwy pod Olszą w 1627 roku). W 1632 roku wojska szwedzkie, saskie i brandenburskie pod wspólnym dowództwem gen. Arnina wkroczyły na Śląsk, ale śmierć króla Gustawa Adolfa, w bitwie pod Lützen, spowodowała odzyskanie ziem śląskich przez wojska cesarskie, dowodzone przez Wallensteina, Gallasa i Hansa Ulryka Schaffgotscha.

W 1633 roku na zniszczony i osłabiony Śląsk przywleczona została zaraza, epidemia dżumy, która uśmierciła tysiące ludzi. We Wrocławiu zmarło 18.000 osób, a w Jeleniej Górze 2.600 osób.

Śląscy protestanci łączyli siły w walce z cesarzem, szukając pomocy z zewnątrz. Habsburgów natomiast wspierali kolejni królowie polscy, Zygmunt III Waza i Władysław IV. Przysyłali z pomocą wojska zaciężne (wspomnianych Lisowczyków), a także udzielali im pożyczek finansowych. Jelenia Góra, jak inne miasta śląskie, była wielokrotnie oblegana, raz przez oddziały protestanckie, a raz przez cesarskie. Obie strony nakładały na miasto bolesne kontrybucje rujnujące mieszkańców. W 1640 roku w wyniku oblężenia i wycofania się wojsk szwedzkich miasto wyludniło się. Pozostało tylko kilku mieszkańców.

Właśnie na te czasy przypada działalność Rischmenna. Wiadomo, że od 1617/1618 roku stawał się niemową. Odzywał się tylko w czasie wygłaszania swoich proroctw. Mówił wówczas donośnym męskim głosem (normalny jego głos był bardzo słaby, bardziej kobiecy). Wiadomo, że przed 1630 rokiem prorokował w różnych miejscach, m.in. na terenie cmentarza przykościelnego kościoła św. Erazma i Pankracego. Stała tam, przy północnej ścianie świątyni, rozłożysta lipa, na której siedział Rieschmann i zgromadzonym gapiom wychodzącym z kościoła (kościół do 1650 roku prowadzony był przez ewangelików), wróżył różne nieszczęścia. Szczególnie atakował katolików wieszcząc im same tragedie, łącznie z upadkiem Kościoła Katolickiego w ogóle.

Wiadomym jest, że Hans Rischer, w czasie pobytu w okolicy różnych oddziałów wojskowych, został schwytany przez żołnierzy, którzy chcieli go początkowo zabić, ale widząc jego chorobę psychiczną, nie zrobili tego. Nie wiadomo co to byli za żołnierze cesarscy, czy byli to protestanci, a może lisowczycy. Rischman wędrował po całej Kotlinie Jeleniogórskiej i głosił swoje przepowiednie. Tym przypominał nieco kaznodziei, którzy w ten sposób często głosili Słowo Boże.

Proroctwa Rischmanna były często spisywane przez słuchaczy, a później kursowały w odpisach lub nawet w formie druków. W ten sposób on sam i jego przepowiednie stawały się bardzo popularne. Ludzie potrzebowali w czasie ciężkich dni wojny odnaleźć w jego słowach przyszłość, jakieś pomyślne i pocieszające wieści. Tak samo było, np. podczas II wojny światowej, kiedy to przepowiednie Sybilli zdobyły wielkie uznanie i popularność.

Johan Hensel, jeleniogórski kronikarz, odnotował dwie informacje na temat proroctw Rischmanna. Pierwszą z nich była zacytowana przez niego relacja sporządzona przez niejakiego pana Dan Pr. i wydana drukiem w Brzegu. To „kazanie” karkonoskiego proroka miało miejsce w sierpniu 1630 roku, o godz. 19.00 na Wzgórzu Witosza w Staniszowie. Słuchaczami byli przede wszystkim chłopi ze Staniszowa. Łącznie ok. 40 osób. Rieschmann był blady, falował mu brzuch i wykonywał konwulsyjne ruchy. Leżał na ziemi między skałami (tworzył niby świątynię, dobudowując ściany z kamieni), naśladując dźwięki trąbek i bębnów wojskowych. Po tym nagle niskim głosem oznajmił zgromadzonym, że Bóg skarze ludzi za ich niewiarę. Na Śląsk miały wkroczyć oddziały z Niemiec, Węgier, Polski, Czech i Moraw, a nawet z Turcji, Hiszpanii i Francji. Donośnym głosem mówił: - Módlcie się, dobrzy ludzie, módlcie się albowiem Bóg porazi gromem tych, którzy złorzeczą, przeklinają i bluźnią, a szczególnie tych którzy fałszują katechizm! Słowa Rischmanna przypominają jako żywo karcenie ewangelickiego kaznodziei. Po tym śpiewał naśladując muzykę i pieśni kościelne, a następnie przemawiał w nieznanym języku często wymieniając imię Jezusa Chrystusa i używał słów. „Rabias, Madias, i Sabilas”.

Pan Pr. ocenił Rischmanna jako chorego człowieka i poprosił ludzi aby nie brali jego słów poważnie i modlili się za niego, co też sam obiecał robić. Drugie kazanie Rischamnna, które odnotował Hensel też miało miejsce na Witoszy, ale 19 lipca 1632 roku. Relację z jego przebiegu zapisał wierszem jeden z mieszkańców Jeleniej Góry. Kolejne wersy wieszczyły przyszłe, bliższe lub dalsze wydarzenia. To proroctwo bardziej przypomina dawne proroctwa Nostradamusa.

Rischmann oznajmił, że w 1633 roku będzie nieszczęście i spłonie Jelenia Góra. Tak się nie stało, ale we wskazanym przez niego czasie wybuchła epidemia dżumy, co też było wielkim nieszczęściem dla miasta. Przewidział też, że zawali się ratusz (nie podał daty). Tak się rzeczywiście stało w lutym 1739 roku, a nowy obiekt był już całkowicie inny, jak przewidział „prorok”. Rischmann prorokował, że miasto tak upadnie, że rynek zarośnie trawa. Stało się tak w 1640 roku, kiedy Jelenia Góra wyludniła się, a wokół ratusza znajdowano później rozrzucone najważniejsze dokumenty miejskie, m.in. przywilej nadania herbu z 1599roku, nadany przez cesarza Rudolfa II.

Prorok wspominał też, że pod koniec XVII wieku miasto zacznie się rozwijać. I tak się też stało za sprawą kupców jeleniogórskich. Mówił też, że Kamienna popłynie w odwrotną stronę. W początkach XIX wieku były takie susze, że woda w rzece nie płynęła i wydawało się, że się cofa.

Rischmann, w swoim wystąpieniu z 1632 roku, wspominał też o Rzeczpospolitej. Twierdził, że z powodu wyboru nowego króla w Polsce będą niepokoje. Mówił przy tym: - O, kraju polski, o kraju polski! Ty czarna dziuro! Od ciebie nadejdzie wielkie nieszczęście! Ty, Śląsku będziesz musiał to przeżyć, a wy Świdnico i Jaworze pić będziecie gorzkie piwo…

Jak na analfabetę i prawdopodobnie człowieka niespełna rozumu, Rischmann był dobrze zorientowany w wydarzeniach i polityce. W kwietniu 1632 roku zmarł bowiem król polski Zygmunt III Waza, który był zwany królem kontrreformacji, wspomagający wszystkim czym mógł Habsburgów. Niemal natychmiast jego następcą został Władysław IV, który nie mógł mocniej zaangażować się jednak w sprawy śląskie, bowiem prowadził liczne wojny: z Moskwą, Szwecją, Turcją. Kozakami i Tatarami.

Hans Rischmann był prawdopodobnie ideowym, nieszczęśliwym gorliwym ewangelikiem, a do tego niespełna rozumu, więc nie miał powodu, aby dobrze mówić o katolikach i katolickim kraju, jakim była Rzeczpospolita, dlatego wieszczył Polakom i Katolikom wszystko co najgorsze.

Wiele jego przepowiedni się nie spełniło, bo nie mogło po prostu się spełnić, np. to, że jak sosny obok kościoła św. Erazma i Pankracego zaczną wydawać szyszki, to coś tam się stanie. Nie przewidział tego, że wcześniej te drzewa zostaną wycięte. Przewidział jednak, np. to, że w przyszłości będą budowane kościoły ewangelickie. I tak się stało po 1648 roku (pokój Westfalski), a szczególnie na początku XVIII wieku. W 1709 wzniesiono kościół w Jeleniej Górze (kościół Łaski). Trafnie prorokował, że spłonie zamek Chojnik (wg niego miał być podpalony). Naprawdę w 1675 roku warownia rzeczywiście spłonęła, ale od uderzenia pioruna.

Co później stało się z Rischmannem niestety nie wiadomo. Prawdopodobnie skończył marnie wraz z zakończeniem wojny i rozpoczynającą się kontrreformacją na Śląsku.

Ogłoszenia

Czytaj również

Remont na obwodnicy

Skatepark przy Lubańskiej rozebrany

30 lat Straży Miejskiej

Czytaj również

Schaffowie doradcy książąt

Boże Ciało w Cieplicach

Czy powstanie baza lotniczego pogotowia?

Homel – zapomniane miasto partnerskie

Korzenie Śląska

Co działo się na ziemiach polskich, gdy...

Piknik miejski za nami

Wystartowało polskie Davos

Wolf człowiek Batorego