Raport
Koronawirus

WIADOMOŚCI

SPORT

Piątek, 22 października
im. Filipa, Halki

Polska: Była strażniczką pamięci

Czwartek, 16 września 2021, 11:02
Autor: Jolanta Stopka
Fot. Archiwum domowe
12 września odeszła nagle Janina Kalinowska, wieloletnia przewodniczącą Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu.

To wielka strata dla wszystkich środowisk kresowych, których celem jest głoszenie prawdy o martyrologii narodu polskiego i kultywowanie pamięci historycznej. Także dla środowiska jeleniogórskiego, które wspierało działalność pani Przewodniczącej Kalinowskiej. Była ona jedną ze współorganizatorek powołania Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu w Zamościu. Później została jego wieloletnią Przewodniczącą. Szerszej opinii publicznej dała się poznać blisko 10 lat temu.

Janina Kalinowska była “Dzieckiem Wołynia”, które cudem ocalało z rzezi wołyńskiej. Sierotą. Te tragiczne wydarzenia zaważyły na całym jej życiu. Poświęciła je na głoszeniu świadectwa o ludobójstwie dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów. Upamiętniała ofiary tamtej zbrodni organizując obchody, spotkania historyczne, wystawy. Stowarzyszenie, któremu przewodziła, przy wsparciu Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa ustawiło ponad 30 krzyży w miejscach mordów na Wołyniu.

We wzruszającym wpisie dokonanym na FB, przez członków jej rodziny czytamy: „Do końca walczyła o pamięć o Polakach pomordowanych na Wołyniu oraz o nazwanie tej bestialskiej zbrodni ludobójstwem. Od lat bała się, że jak odejdzie jej pokolenie, dzieci ocalałych z rzezi wołyńskiej, to ludzie o wszystkim zapomną i nikt tam już nie będzie jeździł, nikt nie będzie szukał zrównanych z ziemią i zaoranych polskich wiosek. My jednak wiemy, że jej świadectwo, które było inspiracją do powstania wielu książek, artykułów i filmów pomoże przyszłym pokoleniom w kontynuacji jej dzieła, a ziarno prawdy historycznej o Wołyniu jakie zasiała, zbierze w końcu oczekiwane plony”.

Urodziła się w kolonii Funduma w powiecie włodzimierskim. W 1943 r banderowcy zamordowali jej rodziców i brata. Ona – po napadzie – wyczołgała się spod ciała matki i poszła do sąsiada – Ukraińca. On ją uratował. Była maleńka mogła mieć 4-5 lat, ale metrykę wyrobiono jej dopiero w 1948 r. W rubryce „rok urodzenia” wpisano wtedy na chybił trafił datę „24 maja 1935 r.” . Ona sama zdawała sobie sprawę, że data ta jest wątpliwa, bo przecież gdyby w 1943 r. faktycznie miała 8 lat, to by zapamiętałaby więcej z wczesnego dzieciństwa. A ona nie pamiętała prawie niczego, nawet tego, jak wyglądali jej rodzice. Na pewno nazywała się Janina Sokół.

Z Włodzimierza Wołyńskiego po kilku dniach tułaczki z polską rodziną Karchutów została zesłana na roboty do Niemiec do miejscowości Hoxter w Westwalii do dużego gospodarstwa rolnego.

Do Polski wróciła w 1948 roku. Trafiła do domu dziecka prowadzonego przez Polski Komitet Opieki Społecznej w Zamościu a później do Międzyrzecza Podlaskiego. Swoje dorosłe życie związała z Zamościem. Wyszła za mąż, doczekała się dwójki dzieci, byłą babcią trzech wnuczek i prababcią jednego prawnuka.

Była współzałożycielką Stowarzyszenia Upamiętnienia Polaków Pomordowanych na Wołyniu (1992 r.) Od roku 2002 pełniła funkcję przewodniczącej tej organizacji, której celem jest poszukiwanie prawdy o martyrologii obywateli polskich na Wołyniu w latach 1939-1945. „Prawdy zatajanej z powodów politycznych w czasach PRL, bagatelizowanej aktualnie. Prawdy, bez której ujawnienia i udokumentowania, nie jest możliwe należyte uczczenie pomordowanych i budowanie dobrosąsiedzkich stosunków z Ukrainą” - uważała.

Ogłoszenia

Czytaj również

Ścieżka gotowa

Dziki coraz bardziej uciążliwe

Serce pod Śnieżką

Czytaj również

Historia kasyn w Polsce

Z Pawłem Drozdem na Antarktydzie

Mural z... „mieszkaniem” dla pszczół murarek

Dzieci przebadane i co dalej?

Dzień Skarpetek

Usuwanie skutków wichury

Inauguracja roku akademickiego w Politechnice

Łagodniejszy wyrok dla byłego proboszcza

Krwiodawstwo (na razie) w krwiobusie